Odcinek 5: Wyprawa świętego Wojciecha22 minut lektury

Odcinek 5: Wyprawa świętego Wojciecha22 minut lektury

W 997 roku do Gdańska przybył biskup-misjonarz, Wojciech Sławnikowic. Jego wizyta łączy się z pierwszą pisemną wzmianką o mieście: w żywocie męczennika pojawia się URBS GYDDANYZC.

Czytacie transkrypcję podcastu “Historia Gdańska dla każdego”. 

Śledź podcast na:
YouTube https://tinyurl.com/59pyyse3
Spotify https://tinyurl.com/2a9crcxz
Apple Podcasts https://tinyurl.com/mryzd8pc
Google Podcasts https://tinyurl.com/5n7wprx7

W kwietniu 997 roku do grodu gdańskiego nadpłynęła łódź, w której znajdowali się wojowie Bolesława Chrobrego oraz Wojciech, biskup-misjonarz. Towarzyszyła mu garstka kompanów. 

Kiedy kapłan zbliżał się do celu swojej podróży, w jego głowie musiało kotłować się wiele myśli. Czy był przekonany o pewnym sukcesie swojej misji? Czy może przeczuwał, jaki makabryczny finał będzie miała jego wyprawa? Może po prostu bał się, że nie jest w stanie podołać zadaniu, które przed sobą postawił.  

W Gdańsku Wojciech znalazł się między 8 a 11 kwietnia. Przywitał go zapewne książęcy namiestnik. Kilka lat później dziejopis, który spisał żywot Wojciecha, zanotuje:

On zaś przybył najpierw do miasta Gdańska, położonego na skraju rozległego państwa tego księcia i dotykającego brzegu morza. Tu, gdy miłosierny Bóg błogosławił jego przybyciu, gromady ludu przyjmowały chrzest. Tu także, odprawiając obrzędy mszalne, Ojcu ofiarował Chrystusa, któremu za kilka dni siebie samego miał złożyć w ofierze. Cokolwiek zaś pozostało z tego, co w komunii przyjął sam i nowo ochrzczeni, kazał zabrać i owinąwszy w czyściutkie płótno, zachował dla siebie jako wiatyk.

Jednak zanim bliżej przyjrzymy się tym kilku dniom spędzonym w Gdańsku i słynnemu cytatowi z żywota Wojciecha, musimy prześledzić jak doszło do tego, że biskup znalazł się na brzegu Bałtyku.

Młodość przyszłego męczennika 

Wojciech przyszedł na świat około 965 roku jako syn Sławnika oraz Strzeżysławy. Książę Sławnik, pan na Libicach, był potężnym czeskim możnowładcą, którego ród rywalizował o wpływy z panującym rodem Przemyślidów. Wojciech był jednym z najmłodszych synów Sławnika; z przyszłym świętym swoje losy na stałe związał jeszcze jeden z nich, jego przyrodni brat Radzim. 

Kiedy był niemowlęciem, Wojciecha zmogła tajemnicza choroba, której objawem był wzdęty brzuch. Zrozpaczeni rodzice zanieśli go do kościoła i tam, położywszy go na ołtarzu, prosili Boga o wybawieni ich syna, obiecując przeznaczenie go do stanu duchownego. Chłopiec wyzdrowiał, a Sławnik pozostał wierny złożonej obietnicy i najpierw oddał syna na naukę do lokalnych duchownych, a później, gdy osiągnął stosowny wiek, wysłał go na studia do Magdeburga w Saksonii. 

Otto I i jego żona Edyta Angielska przybywają do Magdeburga – obraz Hugo Vogela, 1898 r. Źródło: Wikimedia Commons

W tamtym czasie to miasto przeżywało swój rozkwit. Magdeburg był oczkiem w głowie cesarza Ottona I, który traktował je jako swoją rezydencję, tam zresztą po swojej śmierci został pochowany, podobnie jak jego żona, Edyta Angielska. Jeżeli spojrzymy na dzisiejszą mapę Niemiec, Magdeburg znajduje się ponad 200 kilometrów od granicy z Polską. Jednak w X wieku miasto znajdowało się blisko granicy cesarstwa z terytoriami Słowian Połabskich. Młode arcybiskupstwo w Magdeburgu było kluczowym ośrodkiem wielkiej kampanii nawracania Słowian Zachodnich na chrześcijaństwo, oraz podporządkowywaniu ich władzy cesarza. Kiedy Wojciech przybył do miasta, arcybiskupem był Adalbert, który w przeszłości prowadził nieudaną akcję chrystianizacyjną na Rusi. Adalbert osobiście poznał Sławnika podczas swojego pobytu w Libicach, dlatego od początku otoczył jego syna swoją opieką. Być może w Magdeburgu Wojciech mógł mieć oparcie również w swoim bracie Radzimie.

Kolejne lata nastolek spędził na nauce, słuchając godzinami łacińskich wykładów poświęconych  gramatyce, retoryce, dialektyce, arytmetyce, geometrii, muzyki oraz astronomii. Podczas sakramentu bierzmowania Wojciech, chcąc uhonorować swojego możnego opiekuna, przyjął imię Adalberta. Od tej pory nie-słowiańscy Europejczycy pod tym właśnie imieniem będą określać Wojciecha. Późniejsi dziejopisowie nakreślając tamte lata przyszłego męczennika skupiali się na jego pobożności, ale opisali pokusy, które czyhały na niego w wielkim mieście.

Według jego towarzyszy, którzy później przekazywali swoje informacje pisarzowi, który był autorem pierwszego żywota świętego, chłopak zamiast studenckich zabaw i wybryków wybierał modlitwę oraz naukę. Jednak Brunon z Kwerfurtu, który spisał żywot św. Wojciecha na początku XI wieku, nieco oddala się od tej idealnej sylwetki. Według mnicha, nastolatek, cytuję, “jak każdy człowiek lgnął do ziemskich uciech, miał czas na chłopięce figle, łakomiąc się na jedzenie i picie, jak zwierzę schylał twarz ku ziemi i nie umiał spojrzeć prosto w niebo”. Osobiście zdecydowanie wolę opis Brunona, który według mnie bardziej odpowiada prawdzie. Nastolatek  jest nastolatkiem bez względu na to, w jakiej epoce przyszło mu dojrzewać. 

Studia Wojciecha przerwała śmierć arcybiskupa Adalberta. Młodzieniec opuścił Magdeburg i udał się do Pragi, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas 24 lata. Już 3 lata później został biskupem tego miasta, jednak w skutek konfliktu z mieszkańcami, z których wielu trwało przy obyczajach swoich przodków, takich jak wielożeństwo, Wojciech udał się do Rzymu. Tak twierdzili dziejopisowie. Wydaje się jednak, że innym czynnikiem mogło być również zaognienie konfliktu pomiędzy rodem Sławnikowiców a księciem czeskim Bolesławem II, oraz polityka tego ostatniego. 

Ucieczki biskupa Wojciecha

Tak czy inaczej, Wojciech znalazł się w stolicy chrześcijańskiego świata. Tam zaczął planować pielgrzymkę do Ziemi Świętej, jednak do wyprawy w końcu nie doszło, a pieniądze, które cesarzowa Teofano podarowała Radzimowi na ten cel, Wojciech rozdał ubogim. Zamiast do Jerozolimy, Wojciech i jego towarzysze dotarli do słynnego klasztoru na Monte Cassino, gdzie nie spędził jednak dużo czasu. Grecki mnich Nil namówił Wojciecha do porzucenia pielgrzymki i wstąpienia do klasztoru św. Bonifacego i Aleksego benedyktynów na Awentynie, czyli wzgórzu w Rzymie. Wojciech wdział mnisi habit w Wielki Czwartek, 17 kwietnia 990 roku. U jego boku pozostał jego najwierniejszy kompan, brat Radzim, który na Awentynie przyjął imię Gaudentego. 

Fragment mapy Mario Cartaro przedstawiającej Rzym z 1575 roku – w centrum Awentyn, numerem 28 zaznaczony klasztor św. Bonifacego i Aleksego. Źródło: Wikimedia Commons

W klasztorze Wojciech spędził 2 lata. Po ich upływie arcybiskup moguncki Willigis zażądał od papieża, aby Wojciech wrócił do siedziby swojego dawnego biskupstwa, czyli do Pragi. Możliwe, że swój interes miał w tym powrocie również książę Bolesław, który widział w Wojciechu osobę, która mogła stać się narzędziem jego polityki wymierzonej przeciwko rodowi Sławnikowiców. Jednak kiedy Wojciech dotarł z powrotem do do ojczyzny, wszystkie nadzieję władcy okazały się płonne. Biskup Wojciech nie dość, że poparł swoją rodzinę, to jeszcze utrzymywał ciepłe stosunki z wrogiem czeskiego księcia, Bolesławem Chrobrym. 

Przed wyprawą do Pragi Wojciech znalazł się w Moguncji, gdzie spotkał się z cesarzem Ottonem III i jego babką Adelajdą, która sprawowała rządy jako regentka. Po tym spotkaniu wrócił do kraju. W czasie swojej posługi zaangażował się również w krzewienie chrześcijaństwa na Węgrzech, rządzonych przez dynastię Arpadów. Podobnie jak jego pierwsza “kadencja” w Pradze, również druga zakończyła się gwałtownie i nieszczęśliwie. Wskutek politycznych napięć między stronnikami Przemyślidów i Sławnikowiców, zrezygnowany Wojciech spakował swoje rzeczy i powrócił do klasztoru na Awentynie.

Ta ucieczka uratowała mu życie. Niedługo po jego wyjeździe nastąpiła eskalacja konfliktu między najpotężniejszymi rodami Czech. Książę Bolesław II Pobożny najechał na Libice i wyrżnął w pień wszystkich mieszkańców łącznie z braćmi Wojciecha. Z życiem uszli Wojciech i Radzim-Gaudenty oraz Sobiesław, który w tym czasie u boku Chrobrego brał udział w wyprawie przeciwko Wieletom. Przyszły męczennik znalazł się znów w Italii, gdzie spotkał się ponownie z Ottonem III, który, cytuję, “rozmawiał często ze św. Wojciechem i przestawał z nim po przyjacielsku”. Ponownie pojawił się temat powrotu biskupa do Pragi, jednak Wojciechowi udało się tego uniknąć: papież zgodził się, aby Wojciech uzyskał status biskupa misyjnego. Sławnikowic opuścił więc Włochy i udał się na dwór cesarza, odwiedzając po drodze święte miejsca. 

Początek wyprawy misyjnej 

Mamy jesień 996 roku. Ostatecznie upada temat powrotu Wojciecha do Pragi, bowiem Czesi, zapytani o to, czy zechcą z powrotem przyjąć biskupa, odesłali gorzką odmowną odpowiedź. Wojciech opuścił dwór cesarza i wybrał się w swoją misję nawracania niewiernych. Kolejnym przystankiem na drodze biskupa było Gniezno, stolica Bolesława Chrobrego. Badacze do dzisiaj nie są pewni, kiedy Wojciech ostatecznie zdecydował o celu swojej wędrówki misyjnej: czy stało się to w Cesarstwie, czy już w Polsce. Według Gerarda Labudy, Wojciech przez krótki czas przebywał jeszcze na Węgrzech, które jednak szybko, bez znanej nam przyczyny, opuścił i udał się do Polski. 

Na dworze polskiego księcia Wojciech spotkał się ze swoim bratem Sobiesławem, który po rzezi urządzonej w Libicach na stałe związał się z Bolesławem Chrobrym. W Gnieźnie Wojciech z bratem oraz Bolesławem dyskutowali o dalszej drodze tego pierwszego. Zajrzymy do pierwszego żywota św. Wojciecha: 

Następnie, ostrząc i przygotowując miecz słowa Bożego przeciw okrutnym barbarzyńcom i bezecnym bałwochwalcom, zaczął rozważać z kim najpierw, z kim potem należy rozpocząć walkę; czy ma udać się do Luciców, którzy żyją z łupienia chrześcijan i krzywdy biednych ludzi, czy do kraju Prusów, których bogiem brzuch i chciwość idąca w parze z morderstwem. Gdy tak się wahał, wydała mu się lepsza myśl, żeby pójść zwalczać bożków i bałwany w kraju Prusów, gdyż ta kraina była bliższa i znana wspomnianemu księciu.

Według Labudy, pierwotnie biskup Wojciech zamierzał wyruszyć do Luciców, czyli Wieletów. Możliwe, że jego studia w Magdeburgu miały wpływ na taką postawę. Słowianie Połabscy, ich język i obyczaje, były również już dobrze znane ich sąsiadom. Jednak ten projekt mógł upaść przez echa niedawnych wydarzeń: wielkie powstanie Słowian połabskich. Kiedy Wojciech przebywał w Gnieźnie, w tamtym rejonie wciąż trwały walki. Dlatego biskup powziął zamiar wyruszenia do innej niechrześcijańskiej ziemi: do krain tajemniczych Prusów. Ta misja również była niebezpieczna, jednak Bolesławowi Chrobremu była ona na rękę: planował dalszą ekspansję swojego państwa właśnie w tamtym kierunku, a chrystianizacja Prusów była doskonałym narzędziem politycznym w jego ręku. Książę wyprawił więc Wojciecha i jego towarzyszy, dając  im 30 wojowników jako ochronę.

Jedna z kwater tzw. Drzwi Gnieźnieńskich: chrzest nawróconego Prusa. Źródło: znaleziska.org

Większość badaczy przyjmuje, że Wojciech dotarł do brzegów Wisły, a stamtąd łodzią wyprawił się w stronę Gdańska. Przypomnę słowa autora pierwszego żywota świętego Wojciecha:

On zaś przybył najpierw do miasta Gdańska, położonego na skraju rozległego państwa tego księcia i dotykającego brzegu morza. Tu, gdy miłosierny Bóg błogosławił jego przybyciu, gromady ludu przyjmowały chrzest. 

To pierwsza w historii pisemna wzmianka o mieście. Pojawiło się ono w łacińskim zapisie “urbs Gyddanyzc”, miasto Gdańsk. Przyjrzyjmy się bliżej tej relacji. 

Bazując na tym zapisie, w przeszłości badacze widzieli w Gdańsku z 997 roku duży ośrodek proto-miejski. Jednak jak mogliście usłyszeć w poprzednich odcinkach, najprawdopodobniej nie było to zgodne z rzeczywistością. Dlaczego więc żywociarz określił Gdańsk mianem “miasta”? 

“Urbs Gyddanyzc” – czy rzeczywiście “urbs”?

Błażej Śliwiński argumentuje, że określenie “urbs” miało podkreślić ważną rolę w opowieści o życiu Wojciecha: ostatni przystanek przed wyprawą do Prus i symboliczny akt chrztu grupy Pomorzan. Jednak, co muszę ponownie podkreślić, nie możemy tego stwierdzić jednoznacznie. Według profesora, są jeszcze dwa argumenty za tym, że Gdańsk był stosunkowo niewielkim ośrodkiem: krótki pobyt biskupa w grodzie oraz fakt, że kolejna pisemna wzmianka o Gdańsku powstała dopiero 150 lat później. 

Jeżeli chodzi o sam chrzest, nie możemy go identyfikować z chrztem Gdańska. Ten ośrodek już od jakiegoś czasu znajdował się w granicach państwa Piastów, więc to mało prawdopodobne, aby jego chrześcijańscy władcy nie czynili żadnych kroków w stronę konwersji mieszkańców Gdańska. Gerard Labuda określa datę chrztu grupy mieszkańców na 11 kwietnia; wtedy wypadała niedziela. Według Śliwińskiego, Wojciech ochrzcił katechumenów, czyli ludzi, którzy już wcześniej przygotowywali się do chrztu. Sam rytuał mógł odbyć się w osadzie, funkcjonującej nieopodal grodu. Zgodnie z tą interpretacją, przybycie Wojciecha uświetniło uroczystość, która odbyłaby się nawet bez jego udziału. Jak już wspomniałem, niektórzy badacze na podstawie późniejszej legendy przyjmowali, że Wojciecha w Gdańsku przywitał jakiś nieznany z imienia lokalny książę, mający związki rodzinne z Piastami. Jednak wydaje się, że należy ten przekaz pozostawić w sferze legend. 

Biskup Wojciech opuścił Gdańsk niedługo po 11 kwietnia. Być może przed wyprawą misjonarz wypytał lokalnych Pomorzan o obyczaje, język i zwyczaje Prusów. Koniec końców, Gdańsk znajdował się w bliskiej odległości, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, od granicy państwa gnieźnieńskiego z plemionami pruskimi. 

Biskup opuścił Gdańsk i wyruszył na wschód. Ta wyprawa tak naprawdę to więcej pytań niż odpowiedzi. Biskup i jego towarzysze drogą morską udali się do Prus. Gdzie wylądowali? Nie wiadomo. Niektórzy badacze wskazują na Sambię, inni na Pomezanię. 

Wyprawa do ziemi Prusów

Przyjrzymy się przebiegowi tej wyprawy: Wojciech przybija do pruskiego brzegu i wyrusza wgłąb pogańskiego terytorium. Wojownicy Chrobrego nie towarzyszą mu w podróży, tylko wracają z powrotem. Biskupowi wciąż towarzyszy jego brat, Radzim-Gaudenty. Po raz pierwszy zetknęli się oni z Prusami na małej wyspie rzecznej. Poganie jednak zaatakowali tam chrześcijańskich misjonarzy, a jeden z nich wiosłem uderzył w plecy Wojciecha, który w tym czasie śpiewał psalm. Jednak później los się odwrócił: jeden z lokalnych pruskich możnych otoczył przybyszów opieką i wprowadził ich do osady, gdzie zgromadził się tłum Prusów. Zapewne za pomocą tłumacza, następuje dyskusja. Wojciech, zapytany o cel swojej podróży, odpowiada że jest Słowianinem i biskupem, a teraz apostołem tego ludu, którego misją jest ich nawrócenie na chrześcijaństwo. Jak możemy się spodziewać, ta odpowiedź nie wywołała entuzjazmu Prusów, którzy obrzucili biskupa obelgami i grozili mu śmiercią, jeżeli nie opuści ich ziemi. Następnego dnia misjonarze wrócili się łodzią i pozostali w pewnej wiosce kilka dni, po czym ruszyli w dalszą podróż. Aby odpocząć, zatrzymali się na polanie, gdzie  Radzim-Gaudenty odprawił mszę, po której wszyscy zasnęli. W międzyczasie przybyła grupa Prusów, która ich pochwyciła. Wśród nich znajdował się niejaki Sicco, przywódca grupy, który oszczepem przebił serce Wojciecha. W żywocie znajduje się wzmianka: “Następnie zbiegli się wszyscy i wielokrotnie go raniąc, nasycali swój gniew”. Po śmierci biskupa Prusowie pocięli ciało Wojciecha, a jego głowę nabili na pal, po czym, cytuję, “wychwalając swą zbrodnię, wrócili wszyscy z wesołą wrzawą do swoich siedzib”. Kronikarz podaje datę męczeńskiej śmierci Wojciecha na piątek 23 kwietnia. 

Jedna z kwater tzw. Drzwi Gnieźnieńskich: nauczanie Prusów. Źródło: znaleziska.org

Powstało wiele hipotez, dotyczących konkretnego miejsca, w którym biskup poniósł śmierć. Gerarda Labuda typuje na wieś Pachoły w  okolicy Dzierzgonia. Inni historycy wskazują na okolice Pasłęka albo miejscowości, które dzisiaj znajdują się w obwodzie kaliningradzkim. Często wymienia się również wieś Święty Gaj, przy której miało funkcjonować grodzisko. Ponownie – nie mamy żadnych pewników. 

Szybko po śmierci biskupa wokół jego osoby powstał kult. Wiadomości o jego wyprawie i męczeństwie roznieśli jego towarzysze, w tym Radzim Gaudenty. Dlaczego oni przeżyli? Dlaczego Prusowie nie zgładzili również ich? Labuda przypuszcza, że Wojciech zginął, bowiem był ubrany w szaty kapłańskie, na głowie miał mitrę, a w ręku pastorał. Czy pozostali misjonarze zostali wypuszczeni, a może uciekli z niewoli? Nie wiemy, ale udało im się powrócić do Gniezna. Do stolicy księcia dotarł również przybysz, być może Pomorzanin, który zdjął głowę świętego Wojciecha, a którą kupił Bolesław Chrobry. Co więcej, książę wysłał swoich posłańców do Prusów, aby wykupili resztę ciała męczennika za złoto. Według XI-wiecznej Pasji św. Wojciecha męczennika, znanej również jako Pasja z Tegernsee, kiedy wysłannicy z relikwiami zbliżali się do Gniezna książę wyszedł im naprzeciw, i wraz z wielkim orszakiem towarzyszył im aż do swojej stolicy, gdzie pochowano zwłoki w katedrze. 

Chociaż krótka wyprawa Wojciecha do Prus zakończyła się pełnym niepowodzeniem, jej następstwa były bardzo duże. Szybko biskup został kanonizowany, a jego brat Radzim-Gaudenty został wyświęcony na biskupa i stanął na czele metropolii gnieźnieńskiej, ustanowionej w 1000 roku przez papieża Sylwestra II. W tym samym  roku do grobu świętego Wojciecha pielgrzymował cesarz Otton III, który otrzymał od księcia Bolesława relikwiarz z ręką męczennika. Kult szybko rozprzestrzeniał się w Polsce, w Czechach, na Węgrzech, w Cesarstwie oraz Italii. Chrobry, jako zręczny polityk, wykorzystał śmierć Wojciecha: Gniezno stało się niezależną archidiecezją, a cała wyprawa znacznie zwiększyła prestiż księcia w oczach ówczesnych władców. 

Jedna z kwater tzw. Drzwi Gnieźnieńskich: śmierć św. Wojciecha. Źródło: znaleziska.org

 

Święty Wojciech w przestrzeni miejskiej

Podstawowym źródłem dotyczącym życia Wojciecha jest tzw. Żywot Pierwszy, w którym pojawiła się wzmianka o Gdańsku, spisana około 999 roku we Włoszech. Jej autorstwo przypisuje się Janowi Kanapariuszowi, mnichowi z Awentynu, jednak jak mogliście zauważyć, do tej pory ani razu nie wymieniłem jego imienia. Powód jest prosty: tak naprawdę nie wiemy, czy był on rzeczywiście autorem tego żywota. Wiemy natomiast że autor korzystał z relacji, którą przekazał mu naoczny świadek tamtych wydarzeń, czyli Radzim Gaudenty. Kolejnym istotnym źródłem jest żywot drugi autorstwa Brunona z Kwerfurtu, która powstała na samym początku X wieku, zaś autor korzystał ze wcześniejszej relacji oraz relacji innego towarzysza wędrówki Wojciecha. To źródło jest niezwykle ciekawe, bowiem Wojciech ma tutaj dużo bardziej ludzkie oblicze. Trzecim najważniejszym źródłem jest Pasja z Tegernsee z XI wieku. Do tych trzech hagiografii należy dodać wzmianki i informacje zawarte w kronikach, chociażby w Kronice Thietmara czy Kosmasa. 

Kaplica świętego Wojciecha.

Na końcu odcinka wróćmy do Gdańska. Niektórzy słuchacze z pewnością kojarzą dawną osadę Święty Wojciech, która dzisiaj znajduje się w granicach miasta. W języku niemieckim nazywała się Sankt Albrecht. Dzisiaj jest to niezwykle urokliwe miejsce położone nad Kanałem Raduni. Już w średniowieczu łączono wieś z osobą świętego Wojciecha, który miał pojawić się tutaj w drodze do Prus, zaś jego ciało miało w tym miejscu znajdować się całe trzy lata po śmierci. W XIX wieku ta opowieść miała być wzmocniona odnalezieniem skarbu monet, które datowano w przedziale od IV do XIII wieku, jednak okazało się, że rzekomy skarb był własnością lokalnego historyka i nauczyciela Josepha Pawlowskiego, który “odkrył” swoją kolekcję i rozgłaszał to jako odnalezienie “skarbu”. Powstały teorie, że w Świętym Wojciechu istniało miejsce kultowe pogan, w którym miejsce centralne znajdował się dąb, który miał dać nazwę pierwotnej nazwie wsi. Na wzgórzu przy Kanale Raduni znajduje się kaplica św. Wojciecha, w której rzekomo przechowywano ciało biskupa. Miejsce stało się nawet celem pielgrzymek. Jednak cała ta tradycja nie ma żadnego poparcia w źródłach historycznych. Według Śliwińskiego, wieś została założona na przełomie XII i XIII wieku, a jej nazwa pochodziła od wezwania kościoła, który w niej powstał. Osadę założono przy dawnym trakcie handlowym. Jednak bez względu na to jest to naprawdę piękne miejsce, położone nad wodami kanału, z pięknym kościołem św. Wojciecha, którego fragmenty pamiętają średniowiecze, oraz z ceglaną kaplicą św. Wojciecha na pobliskim wzgórzu, pochodzącą z późnego średniowiecza. Na zboczu wzgórza znajduje się również figura świętego Wojciecha z XVIII wieku. Co więcej, w kaplicy od lat 50-tych ubiegłego wieku znajdują się relikwie biskupa, przywiezione tutaj z klasztoru wizytek w Warszawie. Najprzyjemniej dostać się tutaj rowerem, jadąc ścieżką rowerową z centrum miasta. 

Kościół świętego Wojciecha w dawnej osadzie Święty Wojciech.

W przestrzeni miejskiej znajdziemy dużo więcej tropów prowadzących do osoby świętego Wojciecha. Dawny szlak handlowy prowadzący do Gdańska, w miejscu którego dzisiaj znajduje się główna droga prowadząca do miasta od południa, od 1998 roku nosi nazwę “Traktu świętego Wojciecha”. W 2000 roku na Starym Przedmieściu odsłonięto pomnik męczennika, który w 2016 roku został przeniesiony przy wjeździe do Gdańska. Szpital na Zaspie w 1997 zyskał nazwę Szpitala Specjalistycznego im. św. Wojciecha Adalberta, a swoją ulicę w Oliwie ma Jan Kanapariusz, domniemany autor Żywotu I. Od 2019 roku swój skwer ma również sama pierwsza pisemna wzmianka o Gdańsku: Skwer Gyddanyzc znajduje się przy kościele św. Brygidy na Starym Mieście.  Z kolei w Archikatedrze Oliwskiej jest fragment kości przedramienia biskupa, złożony w relikwiarzu, będącym kopią słynnego XVII-wiecznego dzieła gdańskiego złotnika Petera von der Rennena, który wykonał je na zamówienie biskupa gnieźnieńskiego. Inne relikwie znajdują się w Świbnie, gdzie kościołowi pod wezwaniem św. Wojciecha od 1997 roku przysługuje tytuł “sanktuarium milenijnego”. 

Wizyta świętego Wojciecha w Gdańsku to przede wszystkim pierwsza pisemna wzmianka o naszym mieście. Jednak kolejna pojawiła się dopiero 150 lat później. W kolejnych odcinkach zobaczymy, z jakim trudem chrześcijaństwo zakorzeniało się na północy, i jak Pomorzanie próbowali zrzucić zwierzchnictwo Piastów. 

Kontrowersje związane z “najstarszym Gdańskiem”

Jednak zanim skończymy, chciałbym poruszyć pewną kwestię. Ostatnie odcinki, poświęcone najstarszemu Gdańskowi oraz piastowskiemu podbojowi Pomorza, wywołały wiele komentarzy. Dużo osób pisało, że najstarszego grodu należy poszukiwać poza Górą Gradową, albo że etymologia nazwy “Gdańsk” jest inna. 

Być może. Tak naprawdę pierwsze wieki istnienia Gdańska to wciąż więcej pytań niż odpowiedzi. Dysponujemy niewielką ilością źródeł pisanych, więc musimy się posiłkować wynikami badań archeologicznych, które jednak są jedynie częścią układanki. Dlatego wśród badaczy od dziesięcioleci prowadzone są dyskusje na temat wczesnośredniowiecznego Gdańska, a kolejne lata przynoszą kolejne teorie oraz hipotezy. 

Jedno jest pewne: tak naprawdę mamy bardzo mało pewników, jeżeli chodzi o najdawniejszą przeszłość miasta. W tym podcaście chcę nakreślić ponad tysiącletnią historię Gdańska, dlatego pewne uproszczenia będą niezbędne dla płynnej narracji. Będę jednak starał się zaznaczać niewiadome, a w przypadku kilku koncepcji wyjaśnię, czemu opowiedziałem się za konkretną wizją przeszłości Gdańska. 

Kilka lat po opublikowaniu książki profesora Śliwińskiego, na której oparłem wizję “najstarszego Gdańska”, pojawił się na polemiczny  artykuł archeologa Sławomira Wadyla, opublikowany w roczniku “Pomerania Antiqua”. kolejny odcinek będzie krótkim spojrzeniem archeologa na poruszone kwestie, zwłaszcza że doktor Wadyl zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących tej sprawy. 

Jeżeli macie jakieś pytania, uwagi, bądź zażalenia możecie pisać do mnie na adres mailowy. Wszystkie informacje dotyczące podcastu – transkrypcje odcinków, kontakt, materiały ikonograficzne – znajdziecie na stronie gedanariu.pl w zakładce “Historia Gdańska dla każdego”.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: