DOM ZARAZY – WIĘZIENIE, RATUSZ I BRAMA, PRZEZ KTÓRĄ PRZEJEŻDŻALI POLSCY KRÓLOWIE10 minut lektury

Dżuma zbliżała się do miasta od południa. Była roznoszona przez szwedzkie bataliony Karola XII, które maszerowały wzdłuż i wszerz Rzeczpospolitej podczas zawieruchy wielkiej wojny północnej. Pierwsze ogniska choroby wybuchły w małopolskim Pińczowie. Stamtąd mór ruszył w śmiercionośną podróż, zahaczając po drodze o Lwów, Kraków, Warszawę, Poznań i Toruń. Wkrótce miało się okazać, że nie oszczędzi Gdańska oraz Oliwy, w której 1709 pozostawił wyjątkową pamiątkę.


 

Do bram Gdańska dżuma zbliżyła się w 1709 roku. Zarówno władze, jak i mieszkańcy nie spodziewali się jeszcze kataklizmu, który miał spaść na miasto. Ostatnia wielka epidemia wybuchła nad Motławą w kilkadziesiąt lat wcześniej.

Pomimo obaw przed morowym powietrzem, z początku niewiele robiono sobie z zagrożenia. Rada Miejska nie zamknęła miasta przed obcymi przybyszami – co więcej, nie odwołano nawet corocznego Jarmarku Dominikańskiego. Podczas tego wielkiego wydarzenia w tłumie ludzi znajdowali się również przybysze z południa, którzy mogli Czy rajcowie nie dostrzegali niebezpieczeństwa? Może za wszelką cenę nie dopuszczali do siebie myśli o zarazie, bojąc się o straty spowodowane przez zahamowanie handlu i importu towarów?

Jednak podjęto pewne działania profilaktyczne. Wydane 11 lipca 1708 roku rozporządzenie zakazywało wwożenie do miasta towarów, które mogły być gniazdami infekcji – do takich należały łóżka czy futra. Nakazano gdańszczanom pozbycie się wszelkich nieczystości; próbowano też oczyścić ulice.

Władze próbowały również walczyć na froncie propagandowym, zakazując rozpowszechniania nieprawdziwych informacji na temat epidemii i jej ofiar – ponieważ takie zjawisko mogło doprowadzić do załamania się handlu morskiego, ponieważ Gdańsk, jako zakażony port, byłby omijany szerokim łukiem przez wszystkie statki.

Nie zważając na wszelkie modły, zakazy i rozporządzenia, dżuma przekroczyła rogatki Gdańska w czerwcu 1709.

 

DZIENNIK DOKTORA GOTTWALDA

 

Drzebieg epidemii znamy dzięki relacji gdańskiego doktora, Johanna Christopha Gottwalda, który spisał swoje wspomnienia oraz je opublikował – w tym w jednym z pierwszych międzynarodowych periodyków naukowych, czyli w angielskich Philosophical Transactions. Doktor Gottwald był absolwentem Gimnazjum Akademickiego, zaś studenckie lata spędził w krajach niemieckich – między innymi w Lipsku i Rostoku. Po tym jak otrzymał godność doktora medycyny, gdańszczanin powrócił do swojego rodzinnego miasta, gdzie założył rodzinę i rozpoczął praktykę lekarską.

Fragment planu oblężenia Gdańska z 1734 roku.

Gottwald został poproszony przez władze lazaretu przy Bramie Oliwskiej o pomoc w leczeniu chorych. Uczony zgodził się, obejrzał chorych i dał stosowne zalecenia co do dalszego postępowania. Nieszczęście szybko dotknęło również dom Gottwaldów, ponieważ mór zabrał córkę lekarza – Renatę Konstancję.
Gottwald tak opisywał ekspansję zarazy:

Do końca sierpnia zaraza rozpleniła się niemal w całym mieście. Dołożono wszelkich starań: aby ulżyć najbiedniejszym (których w mieście jest niemała liczby) za pomocą pożywienia oraz leków, aby trzymać ulice oraz domy w czystości, aby ograniczyć kontakt z zarażonymi, oraz aby grzebać zmarłych od razu, w miejscach do tego wyznaczonych (…)

Oprócz tego, otworzono Domy Zarazy (Pesthouses, czyli szpitale dla chorych zakaźnie), wyposażone we wszelkie niezbędne środki, łącznie z dozorcami oraz służbą. Aby pokryć te wydatki zebrano dużą sumę pieniędzy. (…) Wozy i dwukółki krążyły po mieście od rana do późnej nocy – te pierwsze do zwożenia zwłok, drugie zaś do przewożenia chorych do szpitali. (…)

Zaraza na początku dotknęła przedmieścia, które leżą zaraz za murami (…) i które nazywają się Siedlce. Z tego miejsca plaga rozprzestrzeniła się w stronę wschodu i zachodu, do miasta, i zaatakowała ludzi mieszkających przy Nowych Ogrodach. Dotknęła również Starych Szkotów, Orunię i Świętego Wojciecha (…). Dalej mór ruszył na południe, wschód i północ aż do odległych miejsc, aż dotarł do otwartego morza, gdzie spustoszył ziemie należące do miasta.

Lekarz był również przekonany, że był świadkiem zwiastunów nadciągającej zarazy. W swojej relacji zanotował:

Zanim ta okropna katastrofa dotknęła nasze miasto, wielu ludzi było targanych wewnętrznym strachem, od którego nie można było uciec (…). Myślę że będzie właściwym wspomnieć o niezwyczajnych znakach, które można było zaobserwować przed nadejściem zarazy. Jednym z nich była niezwykła ilość pająków, która pojawiła się w mieście na rok przed zarazą – od jednego z wiejskich dozorców słyszałem, że gdy spojrzał na swojego pracownika, ten był cały pokryty tymi stworzeniami. To samo zjawisko, jako zwiastun morowego powietrza, było zauważone przez uczonego doktora Augusta Kwiryna Rivinusa. Ja również zauważyłem wiele pająków wokół własnego domostwa. Zima przed rokiem zarazy była najmroźniejsza, odkąd ludzie sięgają pamięcią. Mróz pojawił się drugiego dnia świąt, i trzymał aż do Wielkiej Nocy; podczas tego okresu spadło tyle śniegu, że musieliśmy wynająć wiele wozów aby wywieźć go z ulic, w przeciwnym wypadku mógłby narobić wiele szkód (…).

Czy podobne symptomy nękały również okolicę Gdańska – w tym Oliwę? Możliwe. I chociaż niespotykanie duża liczba pająków wydaje się dosyć subiektywnym odczuciem, tak ciężka zima mogła poważnie ugodzić w rolniczą ludność podgdańskich wsi.

Fragment planu oblężenia Gdańska z 1734 roku.

OLIWA ANNO DOMINI 1709.
Z WIELKIEJ BRAMY – DOM ZARAZY

W 1709 roku już od sześciu lat urząd opata oliwskiego piastował Kazimierz Benedykt Dąbrowski, pochodzący z pomorskiego rodu szlacheckiego. Tak się złożyło, że w roku wielkiej zarazy opat nakazał przebudowę wieży kościoła św. Jakuba, która przetrwała w tym kształcie do dzisiaj. Kościółek, położony na wzniesieniu przy skrzyżowaniu kilku dróg, służył jako świątynia parafialna – ludność nie miała wstępu do kościoła klasztornego, czyli do dzisiejszej katedry. Kościół służył nie tylko mieszkańcom Oliwy, ale również pobliskich wsi należących do cystersów – w tym Sopotu i osad leżących na terenie dzisiejszego Przymorza i Żabianki.

“Motyw miasteczka ze wzgórzem w głębi” Zygmunta Vogla, warszawskiego rysownika i malarza, który przebywał w Gdańsku pod koniec XVIII wieku i pozostawił po sobie kilka gdańskich grafik. Być może jest powyższa ilustracja przedstawia Oliwę. (Źródło: http://www.pinakoteka.zascianek.pl/)

Na początku XVIII wieku Oliwa mogła liczyć kilka setek mieszkańców, skupionych głównie w rejonie dzisiejszych ulic opata Jacka Rybińskiego i Starego Rynku Oliwskiego. Oprócz gospód i chłopskich domostw, w oliwskim krajobrazie można było dostrzec rezydencje gdańskich patrycjuszy przy Polankach, liczne młyny i ciągnące się aż do brzegów morza pola uprawne.
Na początku XVIII wieku Oliwa mogła liczyć kilka setek mieszkańców. Klasztor był otoczony pierścieniem murów obronnych; aby dostać się do środka, trzeba było przejść przez Wielką Bramę. Budynek powstał w XIV wieku i jest jednym z najstarszych zabytków Oliwy.

Charakterystyczny, gotycki szczyt schodkowy i zegar słoneczny są częścią oliwskiego krajobrazu już od kilku wieków. Właśnie przez tą bramę do opata i cysterskich mnichów przybywali w gościnę dostojni goście, a wśród nich między innymi królowie polscy – w tym sam Jan III Sobieski i jego małżonka, słynna Marysieńka. W budynku znajdowała się kaplica poświęcona jednemu z patronów zakonu – św. Bernardowi. Gdy zaraza która przyszła w 1709 roku od strony Gdańska zaczęła zbierać swoje żniwo również w Oliwie, przestraszeni cystersi zamknęli bramy klasztoru. Jednak jedną z ofiar dżumy był proboszcz kościoła św.Jakuba.

Oliwianie w tym ponurym czasie zostali pozbawieni opieki duchownego. Aby temu zaradzić, jeden z cystersów zgłosił się na ochotnika i ruszył do Wielkiej Bramy, aby tam w kaplicy, pełnić posługę dla mieszkańców wsi. Szybko jednak zaraził się chorobą i zmarł. Kolejnych kilku mnichów wyruszało w podróż, z której nie mieli wrócić – ostatnich kilku nie zgłosiło się dobrowolnie, ale zostali wylosowani. Łącznie podczas epidemii dziewięciu mnichów zmarło, a Wielka Brama zyskała nowe, ponure miano – Domu Zarazy.
Od tamtego czasu dużo się zmieniło. W XIX wieku kaplica została zlikwidowana, a pobielony budynek został siedzibą wójta oliwskiego. Jednak dzisiaj przechodząc przez ceglaną bramę możemy wspomnieć nie tylko królów, którzy przebywali tą samą drogę, ale również epizod sprzed trzystu lat – i żniwa, która zebrała dżuma w Oliwie.

ZEGAR SŁONECZNY ORAZ CIEMNICA W PODZIEMIACH

N a oliwskiej Wielkiej Bramie, zwanej również Domem Zarazy, znajdują się dwa zegary słoneczne, jeden na wschodniej, drugi na południowej ścianie. W literaturze datuje się oba na XVIII wiek, możliwe jednak, że zegary są starsze lub już wcześniej istniały w ich miejscu starsze gnomony. Sugeruje to fragment wilkierza , który w jednym punkcie wspomina o słonecznych czasomierzach i ich przeznaczeniu:

LXV. Tu się też surowie napomina, aby sołtysi gburów, ogrodników i innych na robotę pańską wcześnie wszystkich o jednej godzinie, osobliwie we żniwa, jak tylko słońce wnidzie, do samego wieczora wyprawiali. Dla czego w każdej wsi przed szołtysem powinien być kompas albo słoneczny zegar.

 

Stary Rynek Oliwski w 1911 roku. Źródło: polona.pl (Dom Zarazy po prawej stronie)

W podziemiach tej samej Wielkiej Bramy znajdowały się cele dla tych, którzy musieli zostać zatrzymani i osądzeni. Opat przestrzegał przed tolerowaniem we wsiach ludzi parających się czarami – byli oni zrównywani ze złodziejami i zbójcami – i wszystkim groziła kara śmierci. Wiemy z pewnością, że w Oliwie znajdowała się szubienica.

W drugiej połowie XVII wieku kilka kobiet stracono w Oliwie za konszachty z diabłem. Wieśniaczki były oskarżone o intymne stosunki z szatanem i organizowanie sabatów (a przecież w okolicach Oliwy wzgórz nie brakuje). Kobiety zostały ścięte mieczem, a ich szczątki zostały spalone.

LXVI. Przykazuje się także surowie, aby, gdzie lasy, onych nie rujnowali ani wierzchów u drzewa nie ścinali, pod winą dziesięciu grzywien panu, a wsi sześciu, i do tego siedzeniem w ciemnicy przez dwie niedziele, gdyby się na którego sąsiada pokazać miało. Złych ludzi, jako to złodziejów, zbójców, czarowników albo czarownic i innych złoczyńców, żeby żadną miarą we wsi nie cierpieć, ale zaraz onych pojmać i panu wójtowi oliwskiemu wcześnie oznajmić będą powinni.

RATUSZ

Dom Bramny pełnił również ważną funkcję siedziby oliwskiego wójta. Kiedy w 1772 roku (w wyniku pierwszego rozbioru Rzeczpospolitej) Oliwa została wcielona w granice pruskiej monarchii, wójtów zastąpili nadsołtysi. Na początku XIX wieku na czele Oliwy stał naczelnik, który wraz z dwoma innymi urzędnikami tworzył wiejski sąd.

Mieszkanie urzędnika znajdowało się na piętrze starego budynku. Wybór sołtysa musiał być potwierdzony przez starostę. Dom Zarazy stał się więc Urzędem Gminnym. Sytuacja taka utrzymywała się aż do 1910 roku, kiedy to Urząd przeniesiono do budynku przy ulicy Opata Jacka Rybińskiego 25 (dzisiaj mieści się w tym miejscu Oliwski Ratusz Kultury). Dzisiaj Dom Zarazy jest użytkowany przez stowarzyszenie o takiej samej nazwie.

 

Fragment planu z 1911 roku (Luftkurort und Ostseebad Oliva (Westpr.). Dom Zarazy jest tutaj określony jako Altes Amt, czyli stary urząd – ratusz z Domu Bramnego do owego budynku został przeniesiony w 1910 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: